sobota, 21 sierpnia 2010

a zegar dalej tyka...





I znowu kolejne wakacje za mną. Znowu będę tęsknić do leśnych dróg, spacerów nad jezioro, zapachu sosnowych igieł i żywicy. Z niepokojem i niecierpliwością wyczekiwać następnego lata. I znowu będę o rok starsza...Choć w zasadzie czas w mojej puszczy płynie zupełnie inaczej. On nie posuwa się do przodu, raczej trwa w zawieszeniu i leśnej ciszy. Może w nim jest ukryta nieśmiertelność?
Tym razem zakochałam się w znanym mi już wcześniej małym jeziorku o dziwnej i nieromantycznej nazwie Szeken.
Kiedy mąż łowił ryby, ja mogłam godzinami wpatrywać się w jezioro, które tętniło życiem. Bogactwo fauny i flory jeziorka zachwycało mnie każdego dnia. Dlatego rysowanie i malowanie tego urokliwego miejsca było czymś tak naturalnym jak patrzenie, słuchanie i oddychanie atmosferą tego niesamowitego miejsca.

piątek, 12 marca 2010

emocje wyrażone kolorem


Kolor jest niesamowitym środkiem wyrazu. Nie tylko artystycznego, ale przede wszystkim środkiem wyrazu samego siebie. Układanie kolorów to jak psychoterapia. Zestawiać je w najbardziej zaskakujący sposób, wbrew zasadom i prawidłom sztuki malarskiej. Kocham zabawę kolorem. Zamiast walnąć kogoś w łeb, bo mnie wkurzy, mogę namalować wściekłe niebo, zestawić je z kontrastem łanów pszenicy tańczących na wietrze. Wywalic z siebie w ten sposób wszystkie emocje, uczucia, a potem poczuć spokój i ciszę we własnym wnętrzu. To wspaniałe uczucie.

niedziela, 7 marca 2010

Portrety


W zasadzie nie lubię malować portretów. Myślę, że fotografia jest absolutnie bezkonkurencyjna w opowiadaniu o człowieku. Uwielbiam portrety w fotografii.
A jednak zdarzyło się tak, że poczułam potrzebę namalowania kilku portretów w swoim życiu. W każdym przypadku kierowałam się potrzebą wyrażenia swoich uczuć do osoby portretowanej. W zasadzie maluję portrety po to, aby wyrazić swój związek emocjonalny z portretowaną osobą. Moje portrety są z reguły ciepłe i nasycone kolorem. Gdybym miała określić z jakich kolorów składa się moja dusza i serce, to napisałabym, że to koloryt słońca, drgającego w nim powietrza, pachnących łąk pełnych ziół i kwiatów. Malując bliskie mi osoby, maluję swoją miłość i oddanie do nich. To czary, uwiecznienie tych uczuć, zatrzymanie ich w czasie na zawsze.

piątek, 5 marca 2010

Są takie miejsca


Są takie miejsca, które zapadają nam w sercach na zawsze. Układają się w pamięci jak zdjęcia w albumie z fotografiami. Można do nich wracać w każdym momencie życia.
Jednym z takich miejsc jest dla mnie urokliwe miasteczko Tossa de Mare położone na wybrzeżu Costa Brava w Hiszpanii. Kiedy zamykam oczy, znów widzę wąskie kamieniste uliczki, biegnące na zmianę to w górę, to w dół. Nagrzane słońcem,stojące przy tych uliczkach domy z kamiennymi fasadami i pozamykanymi okiennicami chroniącymi domowników od upału. W oknach tych domów kokieteryjnie kołyszą się kwiaty w doniczkach. Gdzieś na progu wejścia do domostwa spotykam siedzącego małego kotka. Gdzieś suszy się pranie porozwieszane niedbale na sznurkach. Słyszę szum morza i zapach jaki niesie morska bryza. Mam wrażenie, że czas stanął tu w miejscu już dawno temu. Pokochałam to miejsce od pierwszego wejrzenia. Wrócę tam jeszcze kiedyś.

sobota, 27 lutego 2010

Moje drzewa


Drzewa urzekają mnie swoim pięknem. Bardzo lubię na nie patrzeć. Intrygują mnie wszystkie, te duże i te małe. W drzewach jest majestat. Są dostojne i potrafią się oprzeć temu co los im przynosi. Trwają na swoim miejscu bez względu na wszystko. Są świadkami tego jak świat się zmienia. Same pozostają niezmienne.
Są ludzie, którzy tak jak drzewa nie zmieniają się, mają swoje zasady, wewnętrzny spokój i mądrość życiową. Nie ma ich wielu, bo to trudne nie poddawać się kolejnym nurtom i zawieruchom.
Lubię leżeć i patrzeć na szumiące korony drzew, słuchać gwaru dobiegającego pośród listowia, obserwować małych mieszkańców żyjących w koronach drzew. Lubię malować drzewa. To temat, który nigdy nie przestanie mnie ciekawić, zawsze znajdę w nim coś nowego, skłaniającego do nowych przemysleń.
A kiedyś napisałam nawet piosenkę o drzewach. To było bardzo, bardzo dawno temu, gdy byłam jeszcze bardzo, bardzo młoda. Aż dziwne, że moja fascynacja drzewami przez całe moje życie nie wygasa.

Moja piosenka:
Gawron co z chmurą leciał na wyścigi
spoczął jesienią na gałęzi drzewa.
I słuchał żalu spadających liści,
że wiatr je szarpie, a deszcz ciągle zlewa.

Wzruszony losem tak kruchego życia
chciał twardo wstawić się za biednym drzewem.
Nie mogąc znaleźć sposobu żadnego
poleciał w górę, hen
za drugim gawronem.

A jesień dalej rozbierała drzewa
co się wstydliwie purpurą oblały.
Tak całkiem nagie, z pochyloną głową
przyjścia kochanka wiatru, doczekały.

piątek, 26 lutego 2010

Zaczarowana polana



Zaczarowana polana
w zaczarowanym lesie.
W samym sercu Puszczy Noteckiej jest takie miejsce, gdzie zapominam, że czas płynie. Tu wszystko wygląda inaczej. Niezwykła atmosfera tego miejsca sprawia, że wracam w to miejsce tak często, jak tylko mogę. Siadam na wzniesieniu i patrzę, napawam oczy i duszę widokiem mojej polany. Czasem tylko ten spokój i dostojną ciszę przerywa stadko przemykających między drzewami saren. Innym razem kroczy dostojnie dorodny daniel. Przystaje na moment dumnie rozglądając się dookoła. - To jego polana,- myślę sobie i czuję się trochę jak intruz.

czwartek, 25 lutego 2010

Wiąz


[URL=http://hyy.pl/view-90DSCN0887.jpg][img]http://hyy.pl/images/90DSCN0887.jpg[/img][/URL]

Wiąz
Starość jest jak wiąz
na mojej zaklętej polanie.
Wyciąga w górę powykręcane ramiona
trwając w ciszy i zamyśleniu.

Ktoś zaklął w tym wiązie
całą moja duszę.
Zatrzymał czas, otoczył ciepłymi ramionami
i uniósł w wieczność.

Stary wiąz to moje przemijanie
zamknięte w ciszy tego lasu.
Chroni mnie
przed tym, co nieuniknione.