wtorek, 5 lipca 2016
Letnia tęsknota.
Już lato w duszy mi gra bukietem barw i zapachów.
W zaroślach unosi się mgła… i budzi ptaków wołanie.
I z każdym dniem pachnie więcej. Porywa, zachwyca, unosi…
I jest intensywniej, goręcej. I coś mnie ciągle gdzieś woła.
Chcę poczuć się morską bryzą, co wznosi się rano od morza.
Jak ptak co jest niedościgłym chcę lecieć potem w przestworza.
Lub może dalej, w obłoki. By nigdy nie wracać tutaj.
Zostawić wiosnę przed latem.
Zapomnieć, że jesień jest potem.
piątek, 18 marca 2016
Wariacje na temat...
Życie biegnie dalej. Nie wiem dlaczego wciąż nabiera większego tempa? Wydawałoby się, że w miarę upływu czasu powinno zwalniać? W końcu jestem przecież coraz starsza, powinnam się wypalać powoli. Powinnam być stateczną, pełną refleksji i spokoju osobą. Może… a może właśnie nie? Życie biegnie na przekór temu tak, jakby to był jakiś wyścig. A może to jest wyścig? Może ono się ze mną ściga? Kto pierwszy dobiegnie do mety: ja czy czas? Czy zdążę zrobić wszystko to, co chcę zrobić? Czy w ogóle jest możliwe zrobienie wszystkiego? Chyba nie, zawsze jeszcze będzie coś, co człowieka zaciekawi i będzie chciał zobaczyć co jest dalej, za następnym zakrętem? Mam wciąż ochotę dalej próbować tego wszystkiego co życie może mi ofiarować. Więc muszę się spieszyć, tak aby zawsze być dwa kroki do przodu.
A gdy zaczyna być mi źle, gdy chcę odciąć się od zwykłej szarej rzeczywistości, od złych, zgorzkniałych i pełnych jadu ludzi, chwytam za pędzel. To najskuteczniejsza broń przed tym wszystkim co jest dookoła. Malowanie sprawia, że mogę wejrzeć w głąb siebie, tam gdzie nie ma złej strony człowieczeństwa. Ludzki świat przestaje wówczas istnieć. Jestem tylko ja i radość z tego, czego mogę doświadczyć przelewając swoje emocje na płótno. To jak twierdza, która broni mnie przed całym ludzkim złem. Mogę grać na nosie wszystkim, którzy chcieliby mnie zranić, bo nie mają tu dostępu.
„Wariacje na temat…czyli zerwany most” to nie całkiem mój obraz. Kryje się pod nim brzydkie, szare zdjęcie (bez urazy dla autora tego zdjęcia). Ta szarość była tak przytłaczająca, że postanowiłam tchnąć w nią trochę siebie. Chciałam także ukryć w nim nieco symboliki odnoszącej się do tego wszystkiego, co dzieje się na świecie. Zerwany most nie do końca jest taki zerwany. Niknie w chmurach, ale daje nadzieję na to, że może kiedyś połączyć oba brzegi wielkiego, zagubionego we mgle miasta. Ten most przebija potężny monolit - symbol uporu, nienawiści i żądzy panowania nad światem. Ale niebo…niebo jest całkowicie moje. I choć niespokojne i ciemne to jednak daje poczucie przestrzeni i wolności. Tak mnie właśnie poniosło przy okazji tego malowania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

