Kolor jest niesamowitym środkiem wyrazu. Nie tylko artystycznego, ale przede wszystkim środkiem wyrazu samego siebie. Układanie kolorów to jak psychoterapia. Zestawiać je w najbardziej zaskakujący sposób, wbrew zasadom i prawidłom sztuki malarskiej. Kocham zabawę kolorem. Zamiast walnąć kogoś w łeb, bo mnie wkurzy, mogę namalować wściekłe niebo, zestawić je z kontrastem łanów pszenicy tańczących na wietrze. Wywalic z siebie w ten sposób wszystkie emocje, uczucia, a potem poczuć spokój i ciszę we własnym wnętrzu. To wspaniałe uczucie.
piątek, 12 marca 2010
emocje wyrażone kolorem
Kolor jest niesamowitym środkiem wyrazu. Nie tylko artystycznego, ale przede wszystkim środkiem wyrazu samego siebie. Układanie kolorów to jak psychoterapia. Zestawiać je w najbardziej zaskakujący sposób, wbrew zasadom i prawidłom sztuki malarskiej. Kocham zabawę kolorem. Zamiast walnąć kogoś w łeb, bo mnie wkurzy, mogę namalować wściekłe niebo, zestawić je z kontrastem łanów pszenicy tańczących na wietrze. Wywalic z siebie w ten sposób wszystkie emocje, uczucia, a potem poczuć spokój i ciszę we własnym wnętrzu. To wspaniałe uczucie.
niedziela, 7 marca 2010
Portrety
W zasadzie nie lubię malować portretów. Myślę, że fotografia jest absolutnie bezkonkurencyjna w opowiadaniu o człowieku. Uwielbiam portrety w fotografii.
A jednak zdarzyło się tak, że poczułam potrzebę namalowania kilku portretów w swoim życiu. W każdym przypadku kierowałam się potrzebą wyrażenia swoich uczuć do osoby portretowanej. W zasadzie maluję portrety po to, aby wyrazić swój związek emocjonalny z portretowaną osobą. Moje portrety są z reguły ciepłe i nasycone kolorem. Gdybym miała określić z jakich kolorów składa się moja dusza i serce, to napisałabym, że to koloryt słońca, drgającego w nim powietrza, pachnących łąk pełnych ziół i kwiatów. Malując bliskie mi osoby, maluję swoją miłość i oddanie do nich. To czary, uwiecznienie tych uczuć, zatrzymanie ich w czasie na zawsze.
piątek, 5 marca 2010
Są takie miejsca
Są takie miejsca, które zapadają nam w sercach na zawsze. Układają się w pamięci jak zdjęcia w albumie z fotografiami. Można do nich wracać w każdym momencie życia.
Jednym z takich miejsc jest dla mnie urokliwe miasteczko Tossa de Mare położone na wybrzeżu Costa Brava w Hiszpanii. Kiedy zamykam oczy, znów widzę wąskie kamieniste uliczki, biegnące na zmianę to w górę, to w dół. Nagrzane słońcem,stojące przy tych uliczkach domy z kamiennymi fasadami i pozamykanymi okiennicami chroniącymi domowników od upału. W oknach tych domów kokieteryjnie kołyszą się kwiaty w doniczkach. Gdzieś na progu wejścia do domostwa spotykam siedzącego małego kotka. Gdzieś suszy się pranie porozwieszane niedbale na sznurkach. Słyszę szum morza i zapach jaki niesie morska bryza. Mam wrażenie, że czas stanął tu w miejscu już dawno temu. Pokochałam to miejsce od pierwszego wejrzenia. Wrócę tam jeszcze kiedyś.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
