sobota, 21 sierpnia 2010

a zegar dalej tyka...





I znowu kolejne wakacje za mną. Znowu będę tęsknić do leśnych dróg, spacerów nad jezioro, zapachu sosnowych igieł i żywicy. Z niepokojem i niecierpliwością wyczekiwać następnego lata. I znowu będę o rok starsza...Choć w zasadzie czas w mojej puszczy płynie zupełnie inaczej. On nie posuwa się do przodu, raczej trwa w zawieszeniu i leśnej ciszy. Może w nim jest ukryta nieśmiertelność?
Tym razem zakochałam się w znanym mi już wcześniej małym jeziorku o dziwnej i nieromantycznej nazwie Szeken.
Kiedy mąż łowił ryby, ja mogłam godzinami wpatrywać się w jezioro, które tętniło życiem. Bogactwo fauny i flory jeziorka zachwycało mnie każdego dnia. Dlatego rysowanie i malowanie tego urokliwego miejsca było czymś tak naturalnym jak patrzenie, słuchanie i oddychanie atmosferą tego niesamowitego miejsca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz