Drzewa urzekają mnie swoim pięknem. Bardzo lubię na nie patrzeć. Intrygują mnie wszystkie, te duże i te małe. W drzewach jest majestat. Są dostojne i potrafią się oprzeć temu co los im przynosi. Trwają na swoim miejscu bez względu na wszystko. Są świadkami tego jak świat się zmienia. Same pozostają niezmienne.
Są ludzie, którzy tak jak drzewa nie zmieniają się, mają swoje zasady, wewnętrzny spokój i mądrość życiową. Nie ma ich wielu, bo to trudne nie poddawać się kolejnym nurtom i zawieruchom.
Lubię leżeć i patrzeć na szumiące korony drzew, słuchać gwaru dobiegającego pośród listowia, obserwować małych mieszkańców żyjących w koronach drzew. Lubię malować drzewa. To temat, który nigdy nie przestanie mnie ciekawić, zawsze znajdę w nim coś nowego, skłaniającego do nowych przemysleń.
A kiedyś napisałam nawet piosenkę o drzewach. To było bardzo, bardzo dawno temu, gdy byłam jeszcze bardzo, bardzo młoda. Aż dziwne, że moja fascynacja drzewami przez całe moje życie nie wygasa.
Moja piosenka:
Gawron co z chmurą leciał na wyścigi
spoczął jesienią na gałęzi drzewa.
I słuchał żalu spadających liści,
że wiatr je szarpie, a deszcz ciągle zlewa.
Wzruszony losem tak kruchego życia
chciał twardo wstawić się za biednym drzewem.
Nie mogąc znaleźć sposobu żadnego
poleciał w górę, hen
za drugim gawronem.
A jesień dalej rozbierała drzewa
co się wstydliwie purpurą oblały.
Tak całkiem nagie, z pochyloną głową
przyjścia kochanka wiatru, doczekały.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz